Pokuszenie

Opublikowano

Z tym pokuszeniem miałem zawsze problem, może nawet od czasu swojej ministrantury, z których to czasów pozostała mi (szybko się uczyłem i miałem talent do języków, w różnym sensie zresztą) znajomość głównych części liturgii po łacinie. Szczególnie szybko nauczyłem się Modlitwy Pańskiej, czyli Ojczenasza. Kto to jeszcze pamięta w czymś, co uważałem za oryginał, no bo przecież – myślałem – Pan Jezus z Ojcem i Matką musiał porozumiewać się po łacinie, no bo jak? Po polsku?

No więc klepałem: Pater noster, qui es in caelis i tak dalej, aż dochodziłem do miejsca, w którym zawsze musiałem się zająknąć: et ne nos inducas in tentationem, (i nie wódź nas na pokuszenie) sed libera nos a malo (ale nas zbaw ode złego).

No to jak to: modlimy się do Boga, żeby nie wodził nas na pokuszenie? Przecież, na Boga, od kuszenia jest diabeł!

W którymś z paryskich kościołów widziałem kilkadziesiąt tabliczek z tą modlitwą, w rozmaitych językach świata, w tym w języku hindi i po arabsku… A w Jerozolimie na Górze Oliwnej jest osobny kościół Pater Noster, gdzie Modlitwa Pańska odwzorowana jest w ponad 100 językach. Tam nie byłem i nie będę. Ale zastanawiam się, czy pielgrzymi z tych ponad stu krajów czytając lub mówiąc z pamięci tę modlitwę podobnie jak ja zastanawiają się, dlaczego jesteśmy ciągle przez Boga testowani, dlaczego musimy go modlitewnie prosić, żeby nie wodził nas na pokuszenie, ale nas od niego zbawił, bo przecież nikt nie wątpi, że to boskie pokuszenie musiałoby nas wieść do złego – od czego się odżegnujemy – a nie do dobrego, o co prosimy…

Z tych prywatek u księdza – bez księdza – nie dawało rady się wykręcić: i z uwagi na to, że jednak był to ksiądz, i dlatego, że stanowiły one znakomitą przeciwwagę do działań naszej wychowawczyni, srogiej matematyczki, która była dewotką do n-tej potęgi, w poniedziałki odpytywała tych, których nie widziała na niedzielnej mszy młodzieżowej i woziła nas w celach katechetycznych do Zakładu dla Niewidomych w Laskach. Było to wzruszające, ale i kuszące – jeździliśmy autokarem, a wracaliśmy późnym wieczorem, ciemno i przyjemno

Z plebanii wszelako po kilku obowiązkowych tańcach (Love Me Tender miało największe wzięcie…) uciekałem na wieczorny spacer po Milanówku, bynajmniej nie sam, ale zawsze wracaliśmy przed powrotem księdza od chorego, żeby zakończyć imprezę. Modlitwą, oczywiście. Było to wszystko dość krępujące, no bo w końcu katecheta nie był dzieckiem i wodząc nas na pokuszenie wiedział doskonale, że charakter 16-17-latków słaby jest nadzwyczajnie i zazwyczaj postępują oni w myśl zasady, wyrażonej przez Melchiora Wańkowicza w Zielu na kraterze:

nigdy nie walczyć z pokusami, bo jeśli się im nie ulegnie, to się osłabia charakter. Tata mówi, że ledwo się pokaże na horyzoncie pokusa, już jej się poddaje, pokusa nie ma zadowolenia, że zwalczyła smoka cnoty, i odchodzi, a cnotliwy Tata muśnie nieco zburzone piórka dzióbkiem i już jest jako śnieg biały; podczas kiedy po walce z pokusą byłby utytłany i świnia.

Wtedy nasze pokusy były delikatne i romantyczne – jakieś nieśmiałe trzymanie się za ręce, liściki, przesyłane sobie sekretnie przy niewielkiej pomocy przyjaciół podczas nudnych lekcji historii, muśnięcie dłonią satynowego fartuszka na przerwie, piosenki o miłości, wspólnie słuchane w radiu… No i pierwsze, a może nawet zerowe przykazanie, wyśpiewywane nam przez Beatlesów:

All You Need Is Love!

I to przeświadczenie – będące kamiennym fundamentem naszego posthipisowskiego życia – że miłość daje wolność, a wolność daje tylko same pozytywy – szczęście, wagary i, z powrotem, miłość. A reszta przyjdzie sama. Pewno to samo przekonanie przyświecało twórcom Ściany Miłości, Le Mur de je t’aime na paryskim Montmartrze, koło Klasztoru Opatek. Na granatowym, kamiennym tle umieszczono tam kilkaset emaliowanych płytek z lawy, na których widnieją słowa kocham cię w ponad 200 językach i dialektach z całego świata, wyrzeźbione jako pismo odręczne. A okruchy czerwonego granitu, poumieszczane między nimi tworzą wizerunek serca.

I za to uwielbiam Paryż: za rzeczy artystyczne, kosztowne i zbędne – i do codziennego życia, i do walki politycznej, i do jutrzejszego zbawienia. No, z tym zbawieniem to przesadziłem – w końcu, bez miłości nie będzie zbawienia, o czym przekonują nas dwaj wielcy Pawłowie. Święty Paweł z Tarsu – nie przeszedłby lustracji u Macierewicza, bo IPN na pewno ma w archiwach teczkę TW Szawła – który pisał: Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący […] Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. […] A sir Paweł McCartney z Liverpoolu napominał, że trzeba mieć nadzieję i musi być to nadzieja na zbawienie, Hope for Deliverance… Ale w gruncie rzeczy to zbawienie, to wyzwolenie zależy od nas, ciebie i mnie:

When it will be right, I don’t know, what it will be like, I don’t know. We live in hope of deliverance from the darkness that surrounds us.

Kiedy z dnia na dzień coraz bardziej za progiem czai się ciemność i tylko daleko na horyzoncie połyskuje ponure światło nad Sauronowską Wieżą Przeznaczenia, kiedy Mordor kusi nas potęgą złowrogiego pierścienia, kiedy już niemal straciliśmy wiarę w zbawienie – nie możemy tracić jedynej, ostatniej nadziei. I znów może poprowadzić nas Paweł, Paweł z Tarsu:

Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecinne […] Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: największa z nich jest miłość.

Może kogoś zdziwią te słowa w moim tekście, w którym nieoczekiwanie jest tyle o miłości, o Paryżu i o Pawłowych podpowiedziach. Niesłusznie, przecież Paweł z Tarsu to patron dziennikarzy, teologów, Poznania i Awinionu, neofitów i służby więziennej, a na miłości znał się jak mało kto, choć niekoniecznie dobrze znał się na kobietach. Te braki z powodzeniem uzupełnia Paweł z Liverpoolu. Poza tym przyszedł niespodziewanie kwiecień, no a April in Paris to jedna z najpiękniejszych piosenek o mieście, które darzę miłością wielką, choć raczej nie odwzajemnioną. To łączy mój ukochany Paryż z moim ukochanym Zakopanem.  Ale miłość nieodwzajemniona też może być piękna. Przyszła też wiosna, co prawda trochę zimowa – no, a o czym pisać wiosną – nawet zimową – jak nie o miłości?

pinkwart foto

Maciej Pinkwart

2 kwietnia 2026

 

BIULETYN ODDZIAŁU WARSZAWSKIEGO SDRP

Najważniejsze informacje o działalności Oddziału, wydarzeniach środowiska dziennikarskiego i nowych publikacjach na dziennikarzerp.pl.

Zapisując się, wyrażasz zgodę na otrzymywanie Biuletynu Oddziału Warszawskiego SDRP. Zgodę możesz wycofać w każdej chwili. Szczegółowe informacje znajdziesz w Polityce prywatności.

Współpracujemy z

Ostatnie wpisy

101 słów na piątek: Czarna dziura

Tygodnik „Przegląd” z okazji wymazanego z kalendarza święta 22 lipca upomina się o PRL....

„Pamięć «W» kadrze”. 8. edycja konkursu fotograficznego im. Eugeniusza Lokajskiego

Muzeum Powstania Warszawskiego organizuje ósmą edycję bezpłatnego konkursu fotograficznego im. Eugeniusza Lokajskiego „Pamięć «W»...

Sprawozdanie z zebrania Zarządu Oddziału Warszawskiego SDRP, 2 lipca 2026 r.

Zarząd Oddziału Warszawskiego SDRP omówił najważniejsze sprawy organizacyjne, finansowe i członkowskie, a także dalsze prace nad nową stroną internetową oraz projektem publikacji jubileuszowej.

Finaliści XIII edycji Ogólnopolskiego Konkursu im. Andrzeja Żurowskiego

Kolejna, XIII edycja Ogólnopolskiego Konkurs im. Andrzeja Żurowskiego dla Młodych Krytyczek i Krytyków Teatralnych...

więcej

101 słów na piątek: Wypominki

Przypomina to jakaś dziecięcą wyliczankę albo grę w zbijaka. Najpierw opozycja zarzuciła rządowi, że...

Z TEKI EKSLIBRISÓW Beaty Joanny Przedpełskiej: Olimpiada

XX Międzynarodowy Konkurs na Ekslibris, organizowany w 2024 roku przez Regionalną Bibliotekę "Lyuben Karavelov"...

Meteorologia

Rozpoczęła się gra w zimno / gorąco, jak co roku. Latem pogoda w Polsce...