25 lat temu aktorzy, Marek Frąckowiak, Ewa Złotowska, Krystyna Gierłowska, powołali do życia Fundację Przyjaciół Sztuk – Aurea Porta. Za cel postawili sobie promocję polskiej sztuki współczesnej.
– Podjęliśmy się realizacji marzenia – wspieranie kultury polskiej oraz promocja inicjatyw artystycznych – mówiła, w jednym z wywiadów, Krystyna Gierłowska, obecnie dyrektor artystyczna Fundacji, menedżerka kultury, animatorka przedsięwzięć artystycznych, producentka.
– Chcieliśmy, żeby zaistniało coś innego, ponadczasowego, niekonwencjonalnego.
I rzeczywiście powstało: Era Schaeffera – festiwal promujący bogatą, wieloraką twórczość – kompozytorską, dramaturgiczną, plastyczną, żeby wymienić te z najważniejszych działań artystycznych – Bogusława Schaeffera.
Pierwsza Era rozbrzmiała, jak na twórcę muzyki przystało, w 2009 roku. Przez lata peregrynowała przez różnorodne wnętrza – od industrialnych, poprzez galeryjne, muzealne, po teatralne. Jej reżyserię podpisywali m.in., Maciej Sobociński, Magdalena Piekorz, Magdalena Małecka-Wippich, a wśród wykonawców byli aktorzy: Marek Frąckowiak, Waldemar Obłoza, Lidia Bogaczówna, Agnieszka Wielgosz, Marcel Wiercichowski, Sean Palmer, muzycy: Agnieszka Duczmal i jej orkiestra Amadeus, Urszula Dudziak, Michał Urbaniak, Tomasz Stańko, Włodek Pawlik, Olga Szwajgier, Janusz Radek, Padma Shankar, Nathan Davis, Valentina Pennino, tancerze, mimowie…
Każdego roku Era Schaeffera, idąc za twórczością swego patrona, była wielomedialnym spektaklem, w którym fragmenty sztuk teatralnych, kompozycje muzyczne, ekspresje plastyczne Bogusława Schaeffera składały się na multiwątkowy, improwizowany performance, podszyty przewrotnym poczuciem humoru Mistrza, wsparty energią i żarem wykonawców.
– Dramaty i kompozycje muzyczne Schaeffera charakteryzują się tym, że jest tam ogromny margines na improwizację. Ale w którąkolwiek stronę poszliby artyści, to i tak znajdą się tam, gdzie Schaeffer przewidział. To jest genialne, że jego twórcze zamierzenia się nie rozpadają. W efekcie są bardzo precyzyjne – opowiadał, zafascynowany twórczością Mistrza, Marek Frąckowiak, który sam o sobie mówił, że jest aktorem schaefferowskim.
I był nim przez wszystkie lata Ery, od pierwszej aż do październikowej w 2017 roku. Miesiąc później Marek Frąckowiak zmarł. Dwa lata później odszedł Bogusław Schaeffer.
Festiwal Mistrza odbywa się nadal. To trwanie zawdzięcza niespożytej energii i uporowi Krystyny Gierłowskiej i wielu artystom, których zaraziła swoim zaangażowaniem i którzy ulegli muzyczno-dramaturgicznej magii twórczości Schaeffera…
– Założeniem Ery Schaeffera jest swobodna, nieskrępowana niczym – szczególnie ramami sztuki, medium, sceny czy tematu – ekspresja artystycznych idei i wymiana myśli – wyjaśniała Gierłowska w wywiadzie dla portalu proanima. – W interaktywnej i audiowizualnej przestrzeni teatralnej, pulsującej dramaturgicznym oraz muzycznym rytmem i tańcem dzieła Mistrza ukazywane są w rozmaitych, zaskakujących kontekstach, pozwalających otworzyć schaefferowski świat twórczej wyobraźni na współczesność.
Tegoroczna Era Schaeffera jest osiemnastą edycją; zatytułowana „Kod Schaeffera poza czasem”, oznacza, że dorobek kompozytora, jak stwierdzają twórcy festiwalu, nie jest zamkniętym dziedzictwem awangardy XX wieku, lecz materią otwartą na współczesne interpretacje.
W tegoroczne spotkanie z Mistrzem wpisane jest wspomnienie jego ucznia, wybitnego muzyka, wielokrotnie biorącego udział w Erze, Michałowi Urbaniakowi, który zmarł w zeszłym roku. Każdy jego występ w multimedialnym schaefferowskim widowisku był muzycznym żywiołem, porywającym widzów i pozostającym w sercach na zawsze. Tak zresztą, jak na zawsze pozostały aktorskie kreacje Marka Frąckowiaka. To straty niezastępowalne. Niemniej Era trwa…
Tegoroczną, w Studio Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego w stolicy, reżyserował Michał Kwieciński, wybitny twórca filmowy (m.in. „Chopin, Chopin”, „Filip”, „Bodo”, „Jutro idziemy do kina”).
– Po każdej obejrzanej przeze mnie Erze Schaeffera zawsze zostawało we mnie poczucie, że wciąż wiemy o nim niewiele – mówił Michał Kwieciński. – Powiedzieć, że był człowiekiem renesansu, to za mało – Schaeffer wyprzedził swoją epokę, a jego muzyka i teatr do dziś zachowują niezwykłą świeżość, przewrotność i poczucie humoru. Właśnie ta ponadczasowość najbardziej mnie fascynuje. Dlatego możliwość zmierzenia się z jego światem jako reżyser jest dla mnie zarówno zaszczytem, jak i wyjątkowym wyzwaniem – tym bardziej, że będzie to mój debiut w reżyserii widowiska muzycznego – wyznawał.
Na scenie reżyser ustawił cztery prostokątne ekrany, które witały widzów wyświetlanymi na nich pulsującymi, drgającymi różnorodnymi elementami graficznymi, wielkimi literami inicjałów bohater wieczoru – Bogusława Schaeffera, który, w miarę zbliżania się godziny rozpoczęcia widowiska, spoglądał – z jednego z ekranów – na widownię z dobrotliwym uśmieszkiem, ale i szelmowskim błyskiem w oku… W czasie koncertu ów konterfekt przemówi głosem Mistrza, wygłaszając celne, choć niepozbawione ironicznego dystansu opinie o natchnieniu, komponowaniu, muzyce, jej percepcji…
Pomiędzy ekranami, w centralnym punkcie sceny, miejsce zajęli muzycy. Wokaliza Wojciecha Myrczka, wybitnego śpiewaka jazzowego, rozpoczęła Erę Schaeffera 2026. Muzyka, muzyka, muzyka… Opisać koncert? Opisać brzmienia, amplitudy dźwięków, pauzy, nastroje? Opisać muzykę? Nie sposób. Mistrz Schaeffer zapewne wykpiłby taki pomysł. Muzykę się chłonie, odbiera zmysłami, poza słowami, poza nazywaniem jej przeżywania, jej władania.
Dość powiedzieć, że perfekcja muzyków, żar, ekspresja wykonawcza, a przede wszystkimi radość ze wspólnego, grania, wspaniałego improwizowania – nadzwyczajna sekwencja Varijashree Venugopal z Michałem Barańskim – była tak intensywna, że niemal czuło się, jak widzowie wstrzymują oddech, by nie uronić żadnej nuty z muzycznych popisów. Moc instrumentalno-wokalnych wykonań podkreślały barwy, graficzne kształty pulsujące na ekranach, biegnące w ślad za dźwiękami, podbijające temperament i temperaturę utworów, brzmień instrumentów i solistycznych wokaliz.
Ekrany były też rodzajem filmowych kadrów zbliżających twarze, postaci muzyków, wydobywających detale instrumentów, co przydawało intymności, poczucia uczestnictwa w rytuale tworzenia.
Michał Kwieciński subtelnie połączył żywy plan, jak w teatrze, z filmowymi sekwencjami. Powstało widowisko pełne, barwne, z tempem i temperamentem, nasycone emocją. A muzyczny hołd, patrzącym z ekranów Bogusławowi Schaefferowi, Michałowi Urbaniakowi i Markowi Frąckowiakowi, złożyli goście-muzycy z Indii, rewelacyjny perkusista, mistrz gry na ghatam (rodzaj glinianego dzbana) Giridhar Udupa, który nie pierwszy raz uczestniczy w Erze Schaeffera i wokalistka, flecistka, w 2024 roku nominowana do nagrody Grammy, Varijashree Venugopal; i wspaniali koncertmistrze jazzowi (na znak pamięci Urbaniaka nosili oryginalne szale Michała, które tak lubił) – pianista Paweł Tomaszewski, wokalista Wojciech Myrczek, skrzypek, współzałożyciel Atom String Quartet Mateusz Smoczyński, kontrabasista, gitarzysta basowy Michał Barański.
W 18 festiwalu Ery zadebiutowali młodzi wokaliści, tworząc muzyczne dialogi, Zuzanna Baum i Jasiek Piwowarczyk.
Era Schaeffera wybrzmiała, ale nie przebrzmiała. Za rok odbędzie się znów, pokochali ją muzycy i widzowie.
Grażyna Korzeniowska
__________________________________
18. Era Schaeffera Kod Schaeffera Poza Czasem
Wystąpili: Varijashree Venugopal, Giridhar Udupa, Paweł Tomaszewski, Wojciech Myrczek, Mateusz Smoczyński, Michał Barański, Zuzanna Baum, Jasiek Piwowarczyk.
Reżyseria Michał Kwieciński
Kostiumy Dorota Roqueplo
7 września 2026, godz. 19.00, Studio Koncertowe Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, Warszawa
[fot. AKPA]
Polska sekcja AICT/ Klub Krytyki teatralnej SDRP był jednym z patronów medialnych wydarzenia.

