Mateusz Morawiecki odpalił antyimigracyjną racę, wabiąc swoich ewentualnych zwolenników ozdrowieńczymi pomysłami nowo utworzonej formacji w sprawie imigracji. Na wyświechtanych nutach wyśpiewał opowieść o koncie imigracyjnym, alercie i służbie deportacyjnej jako panaceum na poczucie bezpieczeństwa rodaków. Swoje trzy grosze dorzucił „liberalizujący” poseł Schreiber, proponujący czasowe zawieszeni strefy Schengen.
Już nie wojna w Ukrainie, agresja rosyjska, ale Europa staje się straszakiem „rozwojowców” jak dla PIS-u, który opuścili z hukiem, by jeszcze bardziej zbliżyć się do brunatniejącej Konfederacji. Jeśli ktoś sądził, że pojawiła się na scenie politycznej formacja konserwatywna o ludzkiej twarzy, pomylił się srodze. Pojawił się kolejny gracz operujący ochoczo na niskich instynktach.
Tomasz Miłkowski

