Biuro Oddziału Warszawskiego
Strona główna Aktualności

Kwaśny czwartek: Obraz i podobieństwo

dziennikarzerp.pl
Czytaj wygodniej

Nie ma bardziej aseksualnego miejsca niż śródziemnomorska plaża w sierpniowe południe. Obserwuję to w Tolo na Peloponezie. Pomijając już statystyczne nadwagi, niedobory wzrostu, mięśnie piwne, profuzje celulitu – wszystkiego jest za dużo i wszystko jest w zasadzie takie samo: kąpielówki i bermudy, figi i stringi, biusty w stanikach i w body, albo i bez tychże: na wielu plażach topless jest już codziennością, a skrajna część wybrzeża niekiedy przeznaczona jest dla opalających się totalnie, gdzie nawet kolor i krój tekstyliów ludzi nie różnią. Ale tak naprawdę różnice między nami mają może charakter estetyczny, ale funkcjonalny i by tak rzec: ontologiczny już nie: wysokie czy niskie, chude czy grube, ubrane czy nie – wszystkie te podsmażane w słońcu lub kryjące się w cieniu parasoli, mokre w morzu czy suche na piasku istoty są takie same: wszystkie mają głowy, brzuchy, zwykle parzyste kończyny, oczy, uszy, jakieś kości, szkielety, bebechy, przyrządy do jedzenia, mówienia i rozmnażania się. Jak się nad tym głębiej zastanowić, to owo podobieństwo rozciąga się także na naszych zwierzęcych krewniaków: od naczelnych, przez inne ssaki, ptaki, gady, płazy czy ryby. U ryb, co prawda, są pewne inności w zakresie kończyn czy przyrządów, ale da się to pominąć. Oczywiście, można to zjawisko wywieść z biblijnego stwarzania na obraz i podobieństwo stwarzającego, który zanim stworzył Adama, musiał wykonać modele prototypowe. Oczywiście, sam Adam też był prototypem najnowocześniejszego produktu, którym była Ewa.

Jednak już w zakresie wymienionych podobieństw różnimy się tak bardzo, że ów obraz i podobieństwo są mocno naciągane. Czy poza tym, że oddychamy, odżywiamy się i wprost przeciwnie jest jakieś głębsze podobieństwo między mną a… – tu można podstawić dowolne nazwisko lub funkcję, wedle życzenia. Gdybyśmy byli mniej czy bardziej udatnymi kopiami tego samego obrazu, nie podnosilibyśmy sobie nawzajem ciśnienia i nie wywoływalibyśmy w sobie odruchowej chęci do wzajemnego opluwania się. Czy, w bardziej ekstremalnej sytuacji, urywania sobie nawzajem drugorzędnych cech płciowych.

A poniżej ryb? Stwórca nie przyznaje się w Księdze Rodzaju do stworzenia stawonogów, a to najliczniejszy typ zwierząt na Ziemi: dotychczas opisano już ponad milion gatunków owadów, pajęczaków i skorupiaków. Same stawy to pikuś, szczegół technologiczny: mamy je wszyscy. Ale reszta różni się tak bardzo, że trudno dla nich wywieść jakieś wspólne z nami parantele. A mięczaki, drugi po stawonogach najliczniejszy typ? Wśród nich ulubione ostatnio i bardzo modne głowonogi: inteligentne, wieloramienne, bezkostne, z mózgami rozproszonymi po ciele, trzema sercami i umiejętnością tworzenia podręcznych (to słowo w odniesieniu do ośmiornic i kałamarnic ma szczególny urok) silników odrzutowych? To też nasi krewni?

Schodząc w dół drabiny ewolucyjnej z przerażeniem musimy stwierdzić pokrewieństwo między nami, królami stworzenia, a robakami, roślinami, glonami, bakteriami. Z grzybami jest pewien kłopot, ale w sumie nazwijmy je dalekimi powinowatymi, jak kuzyni szwagra z Ojrzanowa.

I gdzieś tam, w pomroce dziejów, kryje się cień naszego praprzodka – pierwszej komórki, szczęśliwym (?) przypadkiem (?) powstałej w drodze niekontrolowanego seksu między chemią a fizyką. I to ja mam być stworzony na obraz i podobieństwo tego samego co ta komórka, te bakterie, te ośmiornice, tyranozaury, kury domowe, piesek Bari, Albert Einstein i Antoni Macierewicz?

No way!

Jednak, gdy się temu przyjrzeć: to właśnie te różnice stworzyły nas i stwarzają całe życie na Ziemi. Jakbyśmy się choćby minimalnie nie różnili w następnym pokoleniu od poprzedniego, to bylibyśmy nadal tylko tymi pierwotnymi komórkami, ewentualnie czymś, z czego rozwinęły się pierwsze rośliny. Świat, na pewno, byłby wtedy szczęśliwszy i bezpieczniejszy gdyby nie to, że światu naprawdę jest wszystko jedno. Czy jesteśmy ludźmi, czy dorszami, czy wstężnicami – słońce wschodzi i zachodzi, ziemia lata wokół niego i wiruje wokół siebie, a w dalekich głębinach Kosmosu hulają być może inne pierwsze bakterie. A może ostatnie.

No, ale dobrze: my sami ciągle stwarzamy coś na obraz i podobieństwo czegoś i ciągle efektem tego stwarzania są drobne, ale istotne różnice: podpatrzyliśmy ważkę i stworzyliśmy helikopter. Podpatrzyliśmy żółwia i stworzyliśmy czołg. Podpatrzyliśmy ptaka i stworzyliśmy szybowiec. Podpatrzyliśmy kwiat i stworzyliśmy Marylin Monroe i Chanel numer pięć. Ale co musieliśmy podpatrzyć, żeby stworzyć Donalda Trumpa? Obawiam się, że to może być model prototypowy i potem już będzie tylko gorzej.

Na śródziemnomorskiej plaży nie wyróżniamy się niczym szczególnym: ten pan ma włosy, a tamten opala łysinę, ta pani ma olejek w sprayu, a tamta w piance, to dziecko sypie nam piaskiem w oczy, a tamto chlapie na nas wodą, ten sąsiad czyta papierową książkę o sześciu trupach w wannie na Hawajach, a tamta sąsiadka wzdycha nad romansem na Kindle’u, ten, i tamta skrolują po ekranach, i ten, i tamten i tamta, i owa…

Na czyj obraz i podobieństwo stworzyliśmy smartfona ze sztuczną inteligencją, X-em i Tik-Tokiem, CNN-em i Pudelkiem? Meduzy, rekiny, ośmiornice, słonie, psy i bakterie tego nie mają i jakoś żyją.

Inna rzecz, że dinozaury też nie miały smartfonów i nie przeżyły.

Maciej Pinkwart, 29 października 2026


BIULETYN ODDZIAŁU WARSZAWSKIEGO SDRP

Najważniejsze informacje o działalności Oddziału, wydarzeniach środowiska dziennikarskiego i nowych publikacjach na dziennikarzerp.pl.

Zapisując się, wyrażasz zgodę na otrzymywanie Biuletynu Oddziału Warszawskiego SDRP. Zgodę możesz wycofać w każdej chwili. Szczegółowe informacje znajdziesz w Polityce prywatności.

Najnowsze publikacje

Zobacz wszystkie