Barbara Janiszewska urodziła się 81 lat temu, 26 maja 1945 r., zmarła 8 sierpnia 2026. Przez wiele lat i kadencji pełniła różne funkcje w Zarządzie Oddziału Warszawskiego SDRP. Pogrzeb Basi odbędzie się 2 września na Cmentarzu Komunalnym Północnym (Wólka Węglowa) w Warszawie, początek uroczystości o 11.05 w kaplicy przycmentarnej.
Basia w Warszawskim Oddziale Stowarzyszenia Dziennikarzy RP była zawsze. Nie tylko w tym sensie, że miała bardzo długi staż, ale dlatego, że – niezależnie od pory dnia – można ją było zastać w „jej” pokoju, najczęściej przy komputerze. Pisała w imieniu Zarządu różne stanowiska, wystąpienia, odpowiedzi, publikowała na stronie internetowej Oddziału wspomnienia o zmarłych koleżankach i kolegach. Na zebrania Zarządu przychodziła szczegółowo przygotowana, znała aktualne statystyki, stan finansów, kto przybył i kto odszedł, brała udział we wszystkich wydarzeniach stowarzyszeniowych.
Dla osób z zewnątrz pierwsze spotkanie z nią i pierwsze wrażenie mogło być nieprzyjemne. Potrafiła być opryskliwa, jakby niezadowolona, że „przychodzą i przeszkadzają”. Wiedzieliśmy doskonale, że to tylko rodzaj pozy. Naprawdę była życzliwa, pomagająca, nieustająco zatroskana o starszych, samotnych, często chorych, nierzadko żyjących w niedostatku dziennikarzy. Wiedziała najlepiej, kto naprawdę potrzebuje pomocy, także materialnej. Dopóki mieliśmy co dzielić – dzieliła. Z czasem były to już tylko symboliczne paczki świąteczne, gromadzone dzięki darom i pomocy sponsorów. Umiała ich szukać i pozyskiwać. Trzymała w szafie zapas paczek dla tych, którzy nie dotarli na spotkanie świąteczno-noworoczne, „bo może ktoś jeszcze przyjdzie, albo komuś, kto nie wychodzi z domu, trzeba będzie zawieźć”. Dostrzegała samotność i niedostatek jak nikt inny.
Starała się przyciągać do Stowarzyszenia młodych dziennikarzy. Popierała ich wnioski o przyjęcie, pisała opinie, wątpliwości (czy to na pewno dziennikarz?) tłumaczyła na korzyść kandydata. Przykre bywały rozczarowania, gdy okazywało się, że komuś zależało tylko na legitymacji, bo szybko przestawał płacić składki i próżno go było szukać na spotkaniach stowarzyszeniowych. Mimo złych doświadczeń Basia obdarzała ludzi zaufaniem na kredyt, widziała ich lepszymi, niż byli. Niektórzy to wykorzystywali.
Sama zachowywała się tak, jakby nie miała organizmu ani potrzeb. Nie skarżyła się, nie mówiła o swoich słabościach i bólu. Może dlatego wielu z nas wydawało się, że Basia zawsze będzie, że zajmie się tym, co trudne i niezbędne.
Po raz kolejny okazało się, że nie ma ludzi odpornych na upływ czasu, choroby i śmierć.
Hanna Świeszczakowska

