Grzegorz Łubczyk szczególnie podkreślał zasługi dwóch osób, które opiekowały się polskimi uchodźcami: Jozsefa Antalla seniora, mianowanego przez rząd węgierski komisarzem ds. uchodźców i Henryka Sławika, powstańca śląskiego, działacza PPS, który sam się zgłosił do ich reprezentowania. Szybko stali się przyjaciółmi i stworzyli znakomity tandem; uchodźcy wiele im zawdzięczali. Antall i Sławik starali się m.in. o dokumenty umożliwiające dalszą podróż polskim Żydom, którzy otrzymywali także świadectwa chrztu od znajdujących się wśród uchodźców księży. Ta okoliczność w ocenie Niemców była szczególnie obciążająca. Po zajęciu Węgier przez armię hitlerowską (19 marca 1944) obu aresztowano. Podczas brutalnych przesłuchań Sławik nie zdradził Antalla, dzięki czemu Węgier przeżył. Polak został powieszony w lipcu 1944 r. w Mauthausen. Przez pierwsze powojenne lata nie wolno było mówić o ich zasługach ani w Polsce, ani na Węgrzech. Tę lukę Grzegorz Łubczyk wypełnił w swoich książkach: Polski Wallenberg i Henryk Sławik: wielki zapomniany Bohater Trzech Narodów. Czyny Jozsefa Antalla i Henryka Sławika upamiętniają także dwa bliźniacze pomniki, odsłonięte niedawno w Warszawie i Budapeszcie.
Uczestnicy spotkania obejrzeli 55-minutowy film dokumentalny pt. Węgierskie serce w reżyserii naszego gościa. Byli uchodźcy lub ich dzieci, wypowiadający się w tym dokumencie, zgodnie świadczyli, że dzięki węgierskim przyjaciołom podczas wojny Polacy nie zaznali głodu ani chłodu, a przede wszystkim ocalili życie.
Jedna z uczestniczek spotkania obiecała przekazanie prelegentowi rodzinnego dokumentu związanego z pobytem jej ojca w czasie wojny na Węgrzech. Jak podkreślił Grzegorz Łubczyk, takie momenty szczególnie go poruszają, a kolejne świadectwa umożliwiają dopisywanie dalszego ciągu do jego polsko-węgierskiej opowieści.
Kto nie przyszedł, nie słyszał i nie widział, niech żałuje.
Andrzej Martynkin
zdjęcia: Krzysztof Mazur i Grzegorz Łubczyk


